Logopedyczne abrakadabra – część 3

Pewnego słonecznego poranka w Kruszynkowym Przedszkolu młoda czarodziejka Tasia poprawiała swój piękny kapelusz i ćwiczyła zaklęcia, które miały pomagać, a nie szkodzić. Obok niej krzątał się skrzat Psotek— jak zwykle w doskonałym humorze i z błyskiem psoty w oku.
— Tasiu, patrz! — zawołał, machając maleńką różdżką miotełką, którąznalazł pod stołem.
— Psotku, tylko ostrożnie… — zaczęła Tasia, ale było już za późno. Puff! Zamiast delikatnej iskierki pojawiła się chmura migoczącego pyłu,która uciekła przez okno i popłynęła prosto w stronę Zielonego Boru.
— Oj… — Psotek podrapał się po głowie. — To chyba nie tak miało być.
— Nic strasznego — odpowiedziała spokojnie Tasia. — Sprawdzimy to. Razem damy radę.


Wizyta i mędrca Drzewca
Ruszyli ścieżką prowadzącą do lasu. Gdy tylko przekroczyli jego granicę, drzewa zaszumiały cicho, jakby szeptały między sobą. Po chwili przed nimi pojawił się Drzewiec — duch lasu, wysoki jak stare dęby, o oczach spokojnych jak leśne jezioro.
— Witajcie, mali przyjaciele — powiedział łagodnie. — Czuję, że przynosicie ze sobą małe zamieszanie. Tasia skłoniła się lekko.
— To moja wina… a właściwie nasza. Psotek znalazł moją różdżkę miotełkę i… trochę magii uciekło do lasu. Psotek spuścił głowę.
— Chciałem tylko zrobić coś zabawnego. Drzewiec uśmiechnął się ciepło.
— Psoty są częścią nauki, Psotku. Ważne, by potem naprawić to, co się zmieniło.

Poprowadził ich głębiej w las. Wkrótce zobaczyli, co narobiła magia: kwiaty świeciły w środku dnia jak gwiazdy, grzyby podskakiwały, a małe strumyki płynęły pod górę.
— To wygląda… pięknie — szepnął Psotek.
— Piękne, ale niezgodne z naturą — odparł Drzewiec. — Las potrzebuje równowagi.
— Co możemy zrobić? — zapytała Tasia.
Drzewiec nachylił się i podał jej maleńkie nasionko.
Twoja magia jest spokojna i rozważna. Użyj jej, by przywrócić harmonię. A ty, Psotku, pomożesz, skupiając się na swoim oddechu i nie pozwalając się rozproszyć. Psotek wyprostował się dumnie.
— Dam radę!


Przywracanie harmonii
Tasia zamknęła oczy i wypowiedziała zaklęcie. Psotek, ku swojemu zaskoczeniu, stał spokojnie jak nigdy. Jego zielony kapelusik ani drgnął. Psotek oddychał. Wciągał powietrze przez nosek potem delikatnie je wypuszczał ustami po czym zamykał buzię i powtarzał wszystko od początku. Wciągnięcie powietrza i wypuszczenie. Pamiętał bardzo dobrze kiedy trzeba zamknąć buzię, a kiedy delikatnie ją rozchylić.
Nasionko rozbłysło. Fale światła rozeszły się po całym lesie. Po chwili wszystko wróciło do normy — kwiaty przestały świecić, strumyki płynęły tam, gdzie powinny, a grzyby spokojnie rosły na swoich miejscach.


— Udało się! — krzyknął Psotek.
— Dzięki twojemu spokojowi i współpracy — dodała Tasia z uśmiechem. Oddychałeś równiutko, jak nigdy wcześniej. Byłeś wspaniały!
Drzewiec skinął głową.
— Pamiętajcie: magia to nie tylko zabawa, ale i odpowiedzialność. A najlepsze rzeczy powstają wtedy, gdy działacie razem.
Wracając do przedszkola, Psotek szepnął:
— Tasiu… następnym razem zapytam, zanim coś wyczaruję.
— A ja pomogę ci nauczyć się nowych zaklęć — odpowiedziała Tasia.

A gdzieś w Zielonym Borze Drzewiec cicho zaszumiał listkamimi, wiedząc, że jego mali przyjaciele zrobili kolejny krok ku mądrości.

Zapraszamy do zapoznania się z: