Logopedyczne abrakadabra, czyli Tasia i Psotek z Kruszynkowego Przedszkola- część 2
Pamiętacie zapewne, że na placu zabaw w Kruszynkowym Przedszkolu mieszkała Tasia — najmilsza, choć czasem trochę roztrzepana mała czarodziejka. I pamiętacie, że czasem zdarzało jej się przesadzać z magią. Psotka i Drzewca też pewnie pamiętacie.



Otóż pewnego ranka Psotek chciał popisać się przed dziećmi nowym zaklęciem. Miał być to LECIUTKI PODMUCH RADOŚCI, który sprawi jedynie, że włosy unoszą się przez chwilę jak dmuchawce. Niestety,
wypowiedział zaklęcie odrobinę niewyraźnie:
— PODMUCHU… RADOCHE… PUUUUF!
I stało się!
W całym przedszkolu wszystkie zabawki ożyły! Miśki zaczęły urządzać pochód, klocki same budowały się i burzyły, a kredki ścigały się po stołach, zostawiając kolorowe zygzaki. Dzieci piszczały — częściowo z radości, częściowo ze zdziwienia.
— Ojej… Chyba coś pomyliłem… — wymamrotał Psotek, chowając się za doniczką z paprotką.
Usłyszawszy dziecięce piski, Tasia podeszła do dużego balkonowego okna i zamarła. Kredki i zabawki wyprawiały coś czego nie powinny były robić. Mała czarodziejka wiedziała, że trzeba działać. Ale zaklęcia porządkującego, takiego naprawdę skutecznego, nie znała. Na szczęście w Zielonym Borze mieszkał Drzewiec — mędrzec stary jak mech na jego plecach.
Wizyta u mędrca Drzewca
Tasia kiwnęła na Psotka chowającego się za doniczką. Psotek cichutko wymknął się z sali przedszkolnej i razem pomaszerowali ścieżką, aż dotarli do starego pnia z niby-okiem na korze. Drzewiec poruszył się powoli, jakby ktoś obudził całą górę.
— Witaj malutka Tasiu, witaj Psotku. Widzę, że niesiecie w sobie kłopot.
Czarodziejka pokiwała głową. Psotek opowiedział niewyraźnie swoim o zaklęciu, o miśkach w pochodzie, o klockach-buntownikach i o kredkach. Drzewiec zamyślił się, a jego liście zaszumiały.
— To znów magia radosna – powiedział. – Tym razem potrzebne jest zaklęcie Współpracy i Uporządkowania. Jest w nim próba wytrwałości. Najważniejsza! Oto drewniana szpatułka. Gdy Pstoek będzie próbował ci ją zabrać, musisz Tasiu utrzymać tę szpatułkę wargami. Potem wypowiesz słowa: Porządku wróć, chaosie precz, niech wszystko będzie tak, jak chcesz!
Tasia skinęła głową, wzięła szpatułkę i razem z Psotkiem wrócili do przedszkola.
Wielkie Porządkowanie
Kiedy dzieci myły ręce przed obiadem, a sala była przez chwilę pusta Tasia stanęła na środku. Misie śpiewały hymny o pluszowych czasach, a kredki właśnie zaczęły malować po tablicy same z siebie.
— Psotku, zaczynamy — powiedziała cichutko.
Skrzat podbiegł do czarodziejki.
— Dobrze. Ale pamiętaj, ja tylko… trochę… niechcący…
— Wiem, wiem. Teraz razem to odkręcimy — powiedziała.
Tasia wsunęła drewnianą szpatułkę między wargi. Psotek, zgodnie z radą Drzewca, próbował ją zabrać ruchem delikatnym, ale zdecydowanym. Tasia, cała czerwona ze skupienia, trzymała wargami szpatułkę bardzo mocno, aż w końcu, najlepiej jak potrafiła, wykrztusiła przez zaciśnięte usta zaklęcie:
— Porządku wróć… chaosie precz… niech wszystko będzie… tak jak chcesz!
Wtedy ze szpatułki wysypały się złote niby iskierki. Zabawki powoli uspokoiły się, klocki ułożyły się grzecznie na półkach, a kredki zatrzymały się w połowie wyścigu, po czym wskoczyły do piórnika. Przedszkole znów było przedszkolem, a nie wesołym lunaparkiem na nogach. Psotek objął Tasię.
— Dziękuję! Obiecuję, że będę bardziej uważał… no, może chociaż spróbuję.
Tasia zaśmiała się, bo dobrze wiedziała, że Psotek zawsze pozostanie trochę psotny.
Od tamtej pory Psotek zaklęcia ćwiczył szeptem i starał się je szeptać bardzo wyraźnie. A Tasia nigdy nie zapomniała, jak ważna jest wytrwałość — nawet jeśli polega na trzymaniu drewnianej szpatułki między wargami, gdy ktoś inny próbuje ją zabrać.
Kruszynkowe Przedszkole nadal pachniało zabawkami, kredkami i kanapkami… tylko teraz również nutką ostrożności i wytrwałości.
I ty spróbuj, jak Tasia, utrzymać szpatułkę i wypowiedzieć zaklęcie:
„Porządku wróć… chaosie precz… niech wszystko będzie… tak jak chcesz!”
Zapraszamy do zapoznania się z pierwszą częścią historii: https://szkolarodzinna.pl/logopedyczne-abra-kadabra/